Idąc przez Azję Środkową w kierunku Chin, wielokrotnie byłem zachęcany do wizyty nad Morzem Aralskim. Ten niesławny akwen leży trochę na północ od trasy mojej wyprawy. (Nie sposób powiedzieć gdzie dokładnie, gdyż stale się przemieszcza, kurczy i maleje.) Zatem zaparkowałem swojego jucznego konia i osła w przygranicznym uzbeckim miasteczku Kungriot i zatrzymałem taksówkę. Wybrałem się na poszukiwanie akwenu-widma.
Historia zniszczenia Morza Aralskiego jest dziś powszechnie znana. Zazwyczaj podawana jest jako przykład jednej z największych katastrof ekologicznych w dziejach ludzkości.
Edge of a dying sea—the shrinking banks of the Aral, Uzbekistan.
Paul Salopek
Na początku lat 60. Związek Radziecki rozpoczął realizację zakrojonego na ogromną skalę projektu irygacyjnego, dzięki któremu środkowoazjatycka pustynia miała pokryć się „białym złotem” - bawełną. Sprowadzonym z daleka inżynierom i biurokratom udało się to osiągnąć aż za dobrze. Po zniszczeniu tysięcy kilometrów kanałów, wyssali wody z zasilającej Morze Aralskie Amu-darii, co sprawiło, że piaszczyste tereny zazieleniły się. Nawet dziś niepodległy Uzbekistan nadal jest piątym producentem bawełny na świecie. Rachunek ekologiczny: zabicie czwartego pod względem wielkości jeziora na świecie. Zdjęcia satelitarne NASA pokazują, że w ciągu ostatnich 40 lat Morze Aralskie skurczyło się do zaledwie 10 procent swojej pierwotnej wielkości. To rozległa strefa klęski – pełna nieistniejących już siedlisk morskich kraina, która cechuje się zapaścią gospodarczą i podwyższonym odsetkiem chorób wywoływanych u ludzi przez unoszący się podczas burz piaskowych pył o dużej zawartości pestycydów.
- Jesteś na brzegu starego Morza Aralskiego – powiedział emerytowany rosyjski pilot Władimir Zujew, kiedy dotarłem do dawnego rybackiego miasteczka Mujnak, które dziś leży porzucone na stworzonej przez człowieka pustyni. – Jednak nowy brzeg jest nadal bardzo daleko – jakieś pięć godzin stąd.
Aral Sea guide Vladimir Zuev at home. He rescued the bust of Lenin from an old school.
Paul Salopek
Zujew zaproponował, że mnie podwiezie.
Z pokrytego kurzem dawnego dna morskiego, nad którym na obszarze ponad 67 tys. kilometrów kwadratowych przelewały się błyszczące, zielone fale, wystają dziś nowe szyby naftowe. Powoli przejechaliśmy po suchym piasku obok płowiejących w słońcu ości. (Podobno każda z trzech ryb zjedzonych przez Armię Czerwoną podczas drugiej wojny światowej pochodziła z obfitującego wtedy w te zwierzęta Morza Aralskiego.) Kiedy w końcu dotarliśmy do pozostałej w nim wody – Morze Aralskie przekształciło się w kilka mniejszych jezior – nie dało się w niej pływać. Była zbyt gęsta od soli. Unosiliśmy się na jej galaretowatej powierzchni. Akwen jest też praktycznie pozbawiony życia. Potrafią w nim przeżyć jedynie artemie.
- W Mujnaku wciąż mieszka około 40 Rosjan – powiedział Zujew o swojej kurczącej się mniejszości. – Zostają tu tylko po to, żeby ktoś ich pochował na rodzinnym cmentarzu.
Tej nocy rozbiliśmy obozowisko na starym dnie morza, otoczeni milionami ryb-widm. Ciemność miała smak soli. Zujew - żylasty mężczyzna pogrążony w swojej melancholii – pociągnął łyk alkoholu do mojej kuchenki turystycznej. Zastanawiałem się, czy do niego nie dołączyć.
