Pełne dzikich kwiatów łąki Kirgistanu są atrakcją Azji Centralnej, o której wiele osób nie ma pojęcia. Przynajmniej wielu obcokrajowców.
Ten najbardziej demokratyczny kraj spośród byłych środkowoazjatyckich republik radzieckich podchodzi do swojego bogactwa kwiatów z taką samą dumą narodową, jaką mniej oświecone państwa rezerwują sobie na przykład dla nonszalanckiego poświęcenia podobnych cudów natury [Aluzja do wycofania się USA z paryskiego porozumienia klimatycznego w 2017 roku - przyp. tłum.]. Według pewnej strony internetowej dla miłośników roślin, 22 spośród wszystkich 80 odmian tulipanów występujących na świecie można zobaczyć w Kirgistanie. „Za ojczyznę tulipanów powszechnie uznaje się Holandię” – czytamy na tej stronie - „ale w rzeczywistości jest nią Kirgistan”.
Idę przez świat. Kiedyś studiowałem biologię.
Idąc w Kirgistanie przez porośnięte bujną roślinnością doliny Gór Ałajskich w stronę granicy z sąsiednim Tadżykistanem, z trudem próbuję przypomnieć sobie nazwy całych konstelacji otaczających mnie kwiatów. Maki. Wyka. Przytulie. Dziurawiec.
Oczywiście nazwy te zaczerpnąłem ze specjalistycznej prasy.
Dobrze wiedzieć, że w dobie wściekle walczących ze sobą mediów cyfrowych angielskie gazety nie tylko zatrudniają „korespondentów ds. ogrodnictwa”, ale też wysyłają ich na przykład do odległego Kirgistanu, żeby konno zbierali dla swoich czytelników informacje o florze tego kraju. („Pod rozpalonym słońcem wchodzimy jeszcze wyżej, mijając dzikie, białe róże a także skały porośnięte dzwonkami i skalnicą.") Nieprzypadkowo Evelyn Waugh wybrał dobrze wychowanego dziennikarza zajmującego się tematyką przyrodniczą na bohatera swojej powieści Scoop, która jest klasyczną satyrą na korespondentów wojennych. („Przez mokradła cicho przemyka poszukujący czegoś szczur wodny.” - pisze dziennikarz specjalizujący się w tematyce botanicznej, którego przez pomyłkę wysłano do strefy działań wojennych w Afryce.)
Joldoshbaev's horse is named Jackie Chan.
Paul Salopek
Jednak kwiaty, które rosną w Kirgistanie, zasługują na większego poetę.
Bujne łąki na południe od rezerwatu Sary-Mogoł falują niczym morze chlorofilu na tle wysokich i przysypanych śniegiem szczytów Pamiru. Pokrywają je gęste archipelagi fioletowych, białych, żółtych, czerwonych i niebieskich koron kwiatów. Trudno mi nie mieć zawrotów głowy i nie czuć lekkości na sercu, kiedy odurzony tą wspaniałością stawiam kroki między kolejnymi płatkami.
W utworze Manas – który jest niesamowicie długim i starym poematem definiującym tożsamość narodową Kirgizów – jego bohater, wojownik, odpoczywa w oazie, gdzie słowiki wyśpiewują 40 melodii, a kwiaty mienią się w 40 kolorach.
Podobno XIII-wieczny derwisz i mistyk Yunus Emre, szeptał „Allah! Allah!” za każdym razem, kiedy wąchał różę.
Około 35 - 45 tys. lat temu do grobu pewnego starego neandertalczyka podczas pochówku włożono kwiaty – jest to jeden z pierwszych odnotowanych w historii przejawów ludzkiego współczucia.
„Zobaczyłem chyba więcej piękna niż byłem na to przygotowany” napisał młody, wędrowny poeta Everett Ruess, który w 1934 roku zaginął podczas wędrówki przez pustynie południowo-wschodniej części USA.
W Kirgistanie występuje prawie 3,9 tys. gatunków roślin naczyniowych. To prawie jedna czwarta flory całych Stanów Zjednoczonych upakowana na obszarze zaledwie jednej piętnastej terytorium tego kraju. Mały Kirgistan oferuje światu olśniewający bukiet bioróżnorodności.
Pokonuję prawie 45 km w Kotlinie Ałajskiej. Rozbijam obozowiska wśród kwiatów. Siedzę wśród kwiatów. Gotuję wśród kwiatów. Śnię wśród kwiatów. Płatki kwiatów pływają w herbacie, którą piję wieczorami. Pokryty pyłkiem dochodzę do przejścia granicznego z Tadżykistanem.
- Skąd tu tyle kwiatów? – Pytam mojego kirgiskiego przewodnika, Eszembaja Dżołdoszbajewa, który jedzie przede mną na koniu.
- Leniwi pasterze – mówi, wzruszając ramionami. – To dla nich zbyt daleko, żeby wypasać tu owce.
