Kiedy się rozejrzałam, wydało mi się, że trawa stanowi tutaj krainę, tak jak woda - morze. . . I tyle było w niej ruchu, jakby cała ta kraina ciągle gdzieś mknęła. - Willa Cather, Moja Antonia [tłum. Ryszarda Grzybowska]
Wcinające się do północnego Afganistanu od strony Pakistanu pasmo Karakorum jest zimną pustynią.
Roczna suma opadów atmosferycznych na wysokości, na której żyją tu ludzie, bardzo rzadko przekracza 100 mm. Pomimo grubych lodowców i czap śniegu te strzeliste góry są bardzo suche. Jeżeli deszcz w ogóle pojawia się, ma zazwyczaj formę strumienia, jaki płynie z węża strażackiego. Późnym latem pochodząca z topniejących lodowców woda wartko płynie stromymi wąwozami, zalewając wioski, drogi i zmywając górną warstwę gleby do nagiej skały.
Zamieszkujący te surowe tereny ludzie – w większości rolnicy z ludu Wachów – nauczyli się wykorzystywać spływające na nich w nadmiarze błogosławieństwo za pomocą filtrów z siana. Każdej jesieni, kiedy wysokogórskie – niekiedy prawie pionowe – łąki wysychają i przybierają złoto-miedziany kolor, mieszkańcy wiosek zbierają na nich suchą, dziką trawę. Można ich zobaczyć jak uginając się pod ciężarem nawet 50 kilogramów siana, idą szybko, aby skrócić sobie cierpienie: wyglądają wtedy jak mrówki taszczące na grzbiecie pakunki pełne światła słonecznego i roztopionego śniegu, które mają teraz formę paszy dla zwierząt.
Rehman Ali i Bibi Pari, którzy mieszkają w pakistańskiej wiosce Passu, są starzy.
Video by Paul Salopek
Ich synowie porzucili góry, aby studiować i pracować w odległym Islamabadzie i Karaczi. Para tych starszych ludzi musi zatem samodzielnie zbierać siano na stromych i kamienistych polach. Pari sięgała mi zaledwie do bicepsa. Jej imię znaczy „duszek”. Pakunek, który ja z trudem byłem w stanie przesunąć, a który ona sprawnie wrzuciła sobie na ramiona, ważył minimum 35 kilogramów. - Dziękuję wam, bracia - powiedziała nam, kiedy zakończyliśmy dziwaczną czynność, jaką było przyglądanie się jej pracy.
