Od redakcji: Problemy z bezpieczeństwem w południowo-wschodniej Turcji spowodowały chwilową przerwę w systematycznym relacjonowaniu wyprawy. Dziś wznawiamy naszą opowieść w porządku chronologicznym.
Mężczyzna na jaskrawoczerwonym skuterze podjeżdża do nas od tyłu.
Na skuterze przyklejona jest ozdobna naklejka. Atatürk, w słynnej pozie, wspina się na wzgórze, z którego widać miejsce bitwy pod Dumlupinar. Mężczyzna ma przez ramię przewieszoną strzelbę. Jego pokaźny brzuch opina pas na amunicję, w którym połyskują pociski do strzelby. Nazywa się Cebir Sercan. Każe nam się zatrzymać. Mówi, że jeżeli pójdziemy dalej, ktoś może do nas strzelać.
Unforeseen hazard: walking the pistachio orchards of Anatolia.
Paul Salopek
– Rolnicy będą myśleć, że jesteście złodziejami – mówi Sercan.
Sercan jest członkiem straży obywatelskiej strzegącej orzeszków pistacjowych. Wyciąga telefon komórkowy. Krzyczy: Pozwólcie przejść dwóm mężczyznom prowadzącym jucznego muła. Nie są mafią pistacjową. (Mozolnie przemieszczam się na wschód z moim towarzyszem podróży –Denizem Kilicem.) Potem nalega, że będzie nas eskortować.
Pistacja jest pięknym drzewem.
Ma liście w kolorze ciemnej, lśniącej zieleni. Pień okrągły jak lizak. Gładką w dotyku korę. Pomalowane na biało pnie drzew posadzonych w równych odstępach na obszarze setek kilometrów kwadratowych sadów kontrastują z popołudniowym słońcem. Otaczająca je czerwonawa ziemia jest starannie zaorana – całość wygląda jak ogród zen. W ten sposób skromna pistacja zmienia południowo-wschodnią Turcję w rozległy i przyjemny park.
Emineh Karabacak, 13, gathers the green gold of her family’s pistachio orchard.
Paul Salopek
Turcja jest producentem jednych z najlepszych orzeszków pistacjowych na świecie. Są one powodem do narodowej dumy. W końcu klasyczny turecki deser – baklawa - nie ma racji bytu bez zmielonych pistacji. Orzeszek jest zapieczony w każdym kawałku tego charakterystycznego, kruchego ciasta, nasączonego miodem. Najważniejszym naturalnym składnikiem tego deseru jest puder pistacjowy, który jest tak intensywnie zielony, że wygląda na sztucznie barwiony (ale nie jest). Wraz z Kilicem przechodzimy przez samo serce krainy baklawy. Czym Szampania we Francji jest dla wina musującego, tym dla tego pieczonego, lewantyńskiego przysmaku są falujące tereny na wschód od Gaziantep w Turcji. Baklawę produkuje tutaj ponad sto firm cukierniczych, które korzystają z najwyższej jakości orzeszków pistacjowych.
The end product: a plate of baklava in Gaziantep, the world capital of the honeyed dessert.
Paul Salopek
– Musi być lekka i niezbyt słodka – informuje mnie Kilic w jednym ze sklepów z baklawą w Gaziantep. (Można było odnieść wrażenie, że na skutek rozporządzenia władz miejskich taki sklep znajdował się na każdym rogu.) Za pomocą widelca badał leżący na talerzyku deser, aby policzyć cienkie warstwy ciasta filo – był jak archeolog, który bada mezopotamski kopiec pod kątem śladów cywilizacji zachowanych w jego poszczególnych warstwach. Naliczył ich 23.
Dlaczego za ten przysmak warto umrzeć?
Zbiory orzeszków pistacjowych były w ostatnich latach w Turcji bardzo zróżnicowane. W 2010 roku grupa nieuczciwych biznesmenów kupiła i zgromadziła ogromne ilości orzeszków, co wywindowało ceny. Następnie w wyniku wojny domowej w Syrii rynek turecki został zalany tanimi orzeszkami gorszej jakości. Zyski rolników gwałtownie spadły. Jednak w tym roku winnym są nieregularne opady deszczu: zmiana klimatu. Na znaczną część zbiorów fatalny wpływ miały susze. Małe orzeszki – dawniej ulubiona przekąską wzdłuż jedwabnego szlaku – są trudno dostępne, a właśnie takimi są zainteresowani producenci najlepszej baklawy. Z tego powodu cena kilograma surowych, nieprażonych orzeszków pistacjowych wzrosła ponad dwukrotnie: z ok. 3 do 6 dolarów.
Still green and slightly bitter, undried pistachios are a favorite late summer snack in Anatolia.
Paul Salopek
– Właśnie dlatego działają złodzieje – mówi uprawiający pistacje rolnik Necip Karabac, który wita nas na trasie. – Mafia.
W polu orzeszki zbiera cała rodzina Karabaca – bracia, żony, siostrzenice, ledwo chodzące wnuki. Wszyscy wspinają się na konary, strącają orzeszki o różowych łupkach, po czym zgarniają je z rozłożonych na ziemi płacht materiału. Każdy dorosły mężczyzna ma pod ręką strzelbę samopowtarzalną. Tydzień wcześniej mafia zabiła rolnika zajmującego się uprawą pistacji. Nieszczęsny młodzieniec, Osman Yilmaz, spędzał noc pod swoimi drzewami, strzegąc sadu. Przyłapał mafię na gorącym uczynku. Zginął w wymianie ognia.
– Przestępcy przychodzą nocą – wyjaśnia Karabac. Uderzają w drzewa samochodami, żeby strącić upragnione orzeszki. Każde z nich dźwiga do 50 kg pistacji, zatem łup jest lukratywny – minimum 300 dolarów za jedno drzewo. (Kwota przewyższająca dwutygodniową płacę robotnika rolnego.) Skradzione orzeszki są sprzedawane hurtownikom, którzy nie zadają żadnych pytań: to czarny rynek orzeszków pistacjowych.
– Zawsze to do nas strzelają – mówi Karabac. – My boimy się zabić złodzieja, bo nasze prawo chroni przestępców. Na koniec sprzedajemy swoje sady, żeby bronić się w sądzie.
Patrolując sady na swoim czerwonym skuterze, Sercan dmucha w policyjny gwizdek, czym zapowiada naszą obecność. Wyprowadza nas z sadu. Wchodzimy na wypełnioną słońcem równinę. Pistacjową granicę.
– Jest mi bardzo przykro z powodu tego chłopaka – mówi stary rolnik uprawiający pistacje, który napełnia nasze manierki wodą ze studni z ręczną pompą. –Zginął na darmo.
Sercan warknął. Machnął strzelbą. Stary rolnik pokręcił głową. W swej nieskończonej mądrości i ze smutkiem w oczach powiedział Sercanowi: – Nie bądź bohaterem.
