Nodar mówi: Stop.
Mówi, że warto się zatrzymać.
Dlaczego? Bo życie jest krótkie, a trwa tylko przyjaźń. Nodar mówi, że przyjaźń jest być może największym skarbem w życiu. Jest bezcenna i prawdopodobnie przewyższa wszystkie formy miłości. Jak znaleźć przyjaźń - ten cenny klejnot, tę rzadką nagrodę? Jak ją utrzymać? Zatrzymując się. Robiąc przerwę. Wchodząc do małej kawiarni prowadzonej przez Nodara w starej, ormiańskiej dzielnicy Tbilisi. W środku trzeba usiąść przy jednym z małych, drewnianych stolików. Zamówić kawę. Albo piwo. Albo żółte wino z regionu Kachetii o posmaku gruzińskiej gliny. Napoje nie mają wielkiego znaczenia, bo naprawdę liczą się goście. Azerscy dziennikarze na uchodźstwie. Językoznawcy z Austrii. Usychający z miłości Turcy. Francuz, który do kawiarni przybył pieszo z Paryża. Irańczyk, który tańczy jak szalony żuraw między łyżeczkami i białymi filiżankami, a jego twarz rozświetla uśmiech mistyka. Stali goście.
– Ci ludzie – mówi Nodar, uśmiechając się z zamkniętymi oczami i rozkładając ręce – ci ludzie są moimi przyjaciółmi. Mogą zostać też twoimi przyjaciółmi. Pozwól, że cię przedstawię.
Więc siadam nad zakolem rzeki Kury w Gruzji, pod obsypującymi się fasadami posiadłości z epoki fin de siècle, obok starych ceglanych kopuł średniowiecznych łaźni i między sforami bezpańskich psów, które same wyprowadzają się na spacer. Zamawiam drinka. Przerywam podróż na jedną porę roku.
Urban pemmican, Tbilisi.
Paul Salopek
Od ośmiu miesięcy National Geographic Society ubiega się w moim imieniu w Iranie o wizę, która umożliwiłaby mi przejście pieszo przez ten kraj o bardzo bogatej historii. Od ośmiu miesięcy Iran nie udziela odpowiedzi. To długie milczenie przesunęło trasę Out of Eden Walk w wysokie i mroźne góry położone na dalekiej północy Azji Mniejszej. Oczywiście taka sytuacja jest całkowicie dopuszczalna. Wyprawą tą kieruje w przeważającej mierze przypadek, a przeszkody są jej integralną częścią. Jednak teraz najlepszym punktem do rozpoczęcia wyprawy w Azji jest rozległa pustynia Kara-kum: czarna pustynia, na której temperatura w lipcu osiąga poziom 55 stopni Celsjusza. Nie mam innego wyjścia i muszę przeczekać skwarne letnie dni w Kaukazie.
Beaten to Georgia by 1.8 million years. Dmanisi humans at the Georgia National Museum, Tbilisi.
Paul Salopek
Przez następne trzy lub cztery miesiące będziecie na tej stronie czytać relacje z jednego z największych rozdroży na świecie – z Gruzji, Armenii i Azerbejdżanu.
The world is a circle: Mural of the Western (“Wailing”) Wall in Jerusalem— a walking landmark some 2,000 miles behind—plastered outside a synagogue in Tbilisi.
Paul Salopek
Historie te będą mówić o zabalsamowanych miodem wodzach z epoki brązu. Pojawią się opowieści o artystach i poszukiwaczach złota, o praludziach, którzy przyszli tu z Afryki 1,8 mln lat temu. Będziemy szli ze współczesnymi koczownikami, którzy wierzą, że są potomkami tylko Adama (nie Ewy). Być może zabiorę was też na spacer po mieście z Guramem – nowym gruzińskim przyjacielem – który wisząc na linach naprawia dachy w Tbilisi. Kiedy Guram idzie, zawsze patrzy w górę. Zna tę starożytną stolicę jak własną kieszeń. Na jej czerwonych dachówkach i w zardzewiałych rynnach znajduje pociski z trzech ostatnich rewolucji.
Ego, meet technology. Nothing really changes in the long journey of our wandering species.
Paul Salopek
A potem, za ostatnimi domami, czeka na mnie dalsza część wyprawy. Zaprasza mnie, tak jak Nodar w progu swojej kawiarni – do znajomego miejsca, które jest ciepłe, przyjemne, słabo oświetlone i pełne jeszcze poważniejszych historii i jeszcze głębszych związków.
